poniedziałek, 23 stycznia 2017

Witam Was wszystkich kochani ♥ dzisiaj jest ten szczególny dzień kiedy założyłam bloga i postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. Z każdego dnia staram się wyciągać jakiś morał, pomyśleć nad tym co tego dnia się wydarzyło i jaki wpływ miało na moje życie. Tak naprawdę to, że ten blog działa jest czystym przypadkiem. Miałam dzisiaj okazję pierwszy raz w swoim życiu udać się na narty. I właśnie dzięki tej błahej rzeczy istnieje ten blog! Tak się akurat złożyło, że ten pierwszy post będzie motywacyjny, kto wie? Może reszta też taka będzie? :) 

Pierwszą rzeczą, którą chciałam Wam przekazać było to, że udałam się na narty i był to mój pierwszy raz na stoku. Od dzieciństwa bardzo chciałam się nauczyć jeździć na nartach i zrozumieć tą radość i podniecenie tych wszystkich osób, które sporty zimowe uprawiają. Zawsze było tak, że rodzice nie mieli czasu lub po prostu całkowicie byli temu przeciwni. Teraz mam ferie więc to idealny czas żeby nauczyć się czegoś nowego, a jeszcze lepiej kiedy ta nowa umiejętność jest tym, co od dawna chciałaś umieć. Jest Twoim marzeniem. 

Nie chcę się tutaj bardzo rozpisywać więc w skrócie opowiem to, co najważniejsze. Na czym zależy mi najbardziej. Mówiąc ponownie po 15 latach życia poszłam na pierwszą lekcję jazdy na nartach. Bałam się okropnie. Gdy już dojechaliśmy i zobaczyłam, że naukę jazdy pobierają dzieci głównie do 6 roku życia było mi wstyd. Wstyd, że taka stara krowa jak ja uczy się jeździć przy takich małych dzieciach. Wstyd, że na pewno się tego nie nauczę, co wywoła śmiech nie tylko u tych dzieci, ale i u instruktora, całej "widowni" i innych uczących. Po prostu bałam się upokorzenia. Moja ciocia, która na stok ze mną pojechała, mówiła że nie ma się czego bać ani wstydzić. Dodawała mi otuchy, wierzyła we mnie i powtarzała, że nie ma sensu rezygnować. 

Po godzinnej nauce z instruktorem, nauczyłam się podstaw. Jeszcze kilka wypraw na narty i będę mogła powiedzieć, że umiem jeździć. Oczywista sprawa, że do pewnej narciarki brakuje mi sporo i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie będę trenować i doskonalić to, czego dzisiaj się nauczyłam. I tak o to po tym moim wywodzie chciałabym powiedzieć co ten jeden wyjazd mi uświadomił. Co dzięki tej "wycieczce" dowiedziałam się od życia. Otóż: NIE WARTO SIĘ PODDAWAĆ! TRZEBA WIERZYĆ W SIEBIE I W TO, ŻE WSZYSTKO CO ROBIMY MA JAKIŚ SENS, PONIEWAŻ NIC NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY. WSTYD TO TYLKO POJĘCIE WZGLĘDNE NA TO, ŻEBY SIĘ WYMIGAĆ OD NIE ROBIENIA TEGO WYWOŁUJE U NAS LĘK. STRACH I NASZE BARIERY TRZEBA PRZEŁAMYWAĆ. 

I tego właśnie dzisiaj nauczyłam się od życia. Zwykłe codzienne czynności, a tyle potrafią uświadomić :)